| W końcu go znalazła, wybranka swego serca |
| Swoją drugą połówkę, nie zastąpionego męża |
| Narodziny ich dziecka, z nocnymi miłość ich węzła |
| Piękna przykładna para, idealna byś powiedział |
| Wspólnie wzięli kredyt by ukręcić swoje gniazdko |
| Na zamkniętym osiedlu małe przytulne mieszkanko |
| W którym wiszą obrazy i ich zdjęcia z wakacji |
| Tych na których się poznali podczas jednej z libacji |
| Zaimponowała mu tym że grała niedostępną |
| Ciężko było ją zdobyć, więc się stała poprzeczką |
| Jego ambicje celem, wdziękiem kusiła mocno |
| Chciał jej uchylić nieba, między nogami dotknąć |
| Ona dziewczyna z miasta, on chłopaczyna z wiochy |
| Znany z ciężkiej roboty obce były mu prochy |
| Naście hektarów ziemi odziedziczyć miał w spadku |
| Ona wiedziała o tym, widziała przyszłość w dostatku |
| Jeśli chodzi o seks, sobie równych nie miała |
| Więc uzależniła go od swego ponętnego ciała |
| Obciągała mu tak że nie widział w niej wad |
| Wierzył w każde jej słowo, traktował jak skarb |
| Dochodziły go słuchy o jej mrocznej przeszłości |
| Twierdził że to farmazon wymyślony z zazdrości |
| Gdy obdarzony szczęściem, ludzie podli są wstrętni |
| Z resztą z jej opowieści wynika inny pamiętnik |
| Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal |
| Liczy się tu i teraz rzeczywistość pożera |
| Obydwoje pracują aby utrzymać syna |
| Ona w żabce na kasie, on w warsztacie u kuzyna |
| W weekend kiedy mają wolne śmigają poza Warszawę |
| Odwiedzają jego mamę, jedzą obiad piją kawę |
| Jeżdżą zawsze jedną trasą, on kierowca i pasażer |
| Ona wspomina skupiona stare czasy |
| Bo po prawej mija |
|
| Hotel, w którym zeżarła nie jedną pigułę |
| Hotel, w którym besztali ją i jej psiapsiułe |
| Hotel, gdzie ruchali ją w pysk a potem w dupe |
| Hotel, w którym bawiła się niejednym fiutem |
| Hotel, w którym zeżarła nie jedną pigułę |
| Hotel, w którym besztali ją i jej psiapsiułe |
| Hotel, gdzie ruchali ją w pysk a potem w dupe |
| Hotel, w którym bawiła się niejednym fiutem |
|
| Przy hotelu sztywniała jakby zakładała gorset |
| Bo był symbolem życia które chciałaby zapomnieć |
| I dobrze wiesz ziombel że zdążyłeś ją ocenić |
| Ale życie często to nie odgadnione vaudeville |
| Jej ojciec przepił wszystko, wiedziała że tak będzie |
| Jej matka miała ją chyba kurwa jeszcze głębiej |
| Jej dom z rodzinnym ciepłem nie miał wspólnych mianowników |
| Więc szukała bliskości wśród jednorazowych przygód |
| Mix koksu i piguł, zero siedem w lodzie |
| Jednej nocy całkiem niezły gość zabrał ją na loże |
| Dobrze ubrany koleś mamił ją jak czarodziej |
| Aż pojechali wspólnie na nasz tytułowy hotel |
| Najpierw dostała łokieć, następnie but na żebra |
| Nie mogła się podnieść co dopiero myśli zebrać |
| Nasz wesoły koleszka okazał się sadystą |
| Na szyi obie dłonie jej z całej siły zacisnął |
| Ty dziwko - wyzywał ją, katował całą noc |
| Porachował jej zęby, żebra, złamał nos |
| Fajny gość, nie prawdasz i wyznał na sam koniec |
| Że mu chuja może zrobić bo jest prokuratorem |
| Wychodząc na stole na koniec położył stówę |
| Jak cię kiedyś jeszcze spotkam to kurwo pożałujesz |
| Już ani razu w klubie nikt jej nigdy nie widział |
| Miała dość, chciała uciec od swego pustego życia |
| Dzisiaj ma faceta i rodzinę którą kocha |
| Nie chce myśleć o wódzie nocnym życiu oraz prochach |
| Nie chce słuchać tego co pierdolą o niej w plotach |
| I nigdy nie zapomni bólu strzaskanego nosa |
| Śmieć który ją skopał nie poniesie konsekwencji |
| Oby nikt nigdy z was kurwa nie czuł takiej presji |
| Mówię to do pełnoletnich i niech słucha każdy dzieciak |
| Nie ufajcie obcym, a tego śmiecia jebać |
| Hotel |
|