| Jestem wysoko, zaraz obok pana Ikara |
| Adamo ma pasy do konta, usuwa w minutę szlamy z Instagrama |
| Nadzór moich społecznościowych to kawa i xanax |
| Mówi mi zegarek, zegarek «szósta», gdy śmieci na live’ach gadam |
| Panny mówią, że ładnie, gdy fioletowieć lima mi zaczną |
| Ponoć mi do twarzy, to dobrze się składa, bo wpadam se ostatnio w bójki |
| Mam chrypkę, bo płuca inhaluję wciąż w trasie klimatyzacją |
| I palę szluczki do pisania i trochę wina, by zasnąć |
| Nie nadaję się, obiecuję, że nie zabrzmię jak porzekadło |
| Nie znoszę nauczycieli, w maturalnej ujebał mnie łysol z niemca |
| Liczcie im sekundy, bo padną w trzynaście jak Jose Aldo |
| Potłukłem pożółkłe lufki, bo polski skun mi już nie służy |
| Ujebałem koszulkę Supreme sosem, sosem, sosem, sosem, sosem |
| Sosem, sosem, sosem, sosem, sosem, ty byś już leciał prać, a ja to zniosę |
| Sosem, sosem, sosem, sosem, sosem, sosem |
| Sosem, sosem, sosem, sosem, sosem, sosem… |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| W udawaniu jestem najgorszy, wóda, valium — jestem najlepszy |
| Ku awariom zmierzam na ten beef |
| Rób banknot, rób banknot, nie chodziło wtedy o kesz mi |
| Nie wal z dychy, nie rób bidy, wszystko mam tak pomieszane |
| Jebie tu gównem, nie Chanel, podwórkiem obszczanym |
| A parę pięter wyżej leżę oparty o ścianę |
| Siema, ziomal, chyba życie chcę zmarnować |
| Bo już nic nie działa, ile będziesz restartował |
| W piramidzie od Maslowa jest narkoman, proszę ten sarkofag |
| Chcę tam schować swoje ciało, chociaż wczesna pora, no ta |
| To zamach na moje życie, przysięgam na moje życie |
| Znowu nic nie robię, znowu żyję byle jak |
| Znowu chujem wieje, to się zapowietrzycie? |
| I nie będzie z płuca czym krzyczeć, kiedy chcę, robię i jebać ten biznes |
| Ja to całkiem opozycja |
| W sensie, dotychczas moje zatoki odwiedzały statki kosmiczne |
| Moje filmy w kinach nigdy nie gasną |
| Mam kostki odbite, bo więcej niż garstki potyczek |
| Robię bardachę, się tłukę, ja miły! |
| To nie z mojej winy, to tamci są jacyś, ja muszę odpuszczać?! |
| Ja nie myślę chwili, pozdrawiam paluchem |
| A potem jest kłopot, i gasnę obuchem |
| I gasnę obuchem |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| To kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |
| Kolejny blackout, to kolejna plama |